Co za bałwan. Do tego klient mojego ojca. Po prostu wspaniale. Mój telefon zaczyna wibrować, sprawdzam i oczywiście tatuś.
„Pogadamy sobie gdy wrócę’’
Zajebiście. Jeszcze tego mi brakuje do szczęścia absolutnego. Może dziś się ulotnię na noc lub więcej, a może nie to by była oznaka strachu przed nimi. Nie dam im tej satysfakcji, nie tym razem.
Wieczorem pójdę razem z przyjaciółmi do klubu, zchleje się w cztery dupy i będzie bosko.
Reszta dnia mija zwyczajnie i w samotności. Punkt 18:00 wychodzę ubrana w to:

-Nie wieżę! Co za palant! - wykrzykuje Ariana.
Popijam mojego drinka i przytakuję przyjaciółce.
-Dlatego też mam zamiar wygarnąć to mojemu ojcu i wynieść się w końcu z domu.
-Poczekaj do swoich urodzin. - patrzę z niedowierzaniem na Jasmine.
-Bo? - pytam.
-Kupili ci mieszkanie, sama im doradzałam jak je umeblować.
-Czemu do cholery poszli z tym do ciebie?
-Wiesz. Nasze matki się przyjaźnią i moja zaproponowała, że pomogę z organizacją i tak dalej.
W środku piszczę z radości, a na zewnątrz nie mogę w to uwierzyć.
-Dobra poczekam.
Po trzech lub czterech wypitych drinkach do naszego stolika podchodzi czwórka chłopaków, najwyższy z nich brunet o włosach w kolorze czekolady całuje Arianę w usta.
-Poznajcie Liama, - powiedziała Ari - Zayna, Louisa i Nialla.
Dochodzi do nich dobrze znana mi postać w tym momencie mam ochotę się ulotnić z tąd.
.png)
.png)

.jpg)



